Blog > Komentarze do wpisu

Dziura w bucie, a wiosny nie ma.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Udalismy sie na poszukiwanie wiosny. Zacheceni cieplejszym sobotnim dniem, zaraz z rana w niedziele wyruszylismy za miasto. Zanim doszlam do samochodu juz czulam, ze pogoda plata nam figla. Co prawda sloneczko mile swiecilo, niestety mrozik trzymal. Nastawiona jednak na “przygode z natura” ignorowalam konsekwentnie zimne rece i uszy. Pojechalismy za miasto. Prosze nie mylic z “pojechaniem w nature”. No bo coz mozna sie spodziewac po 20 minutach jazdy od milionowego miasta. “Natura” to po prostu ladnie zagospodarowana trasa wokol jeziora. Dla pieszych, rowerzystow, joggingowcow, pieskow ect. W naszym przypadku - hulajnogowcow. Victor smigal na swojej hulajnodze caly przeszczesliwy. Odbiega to dosc od mojego wyobrarzenia o lonie natury, ale trzeba sie cieszyc z tego co jest. Z pewnością gdybysmy pojechali dalej od Bostonu, to znalezlibysmy cos troche bardziej dzikszego. Niestety czterolatek w samochodzie nie nalezy do przyjemnosci. Nie dojechalismy nawet do konca naszej ulicy, gdy padlo pytania: “czy jestesmy juz na miejscu?”. Zeby sie upewnic, ze nie przejedziemy naszego docelowego miejsca, Victor powtorzyl je okolo tysiaca razy. Mezowi udalo sie jednak nie spowodowac wypadku.

Tak wiec wedrowalismy sobie grzeczna droga podpatrujac na zamarzniete kompletnie jezioro i starajac sie znalazc dobre argumenty dlaczego my-nasza rodzina nie bedzie spacerowac po zamarznietej tafli  w przeciwienctwe do innych
rodzin. Nasze dziecko szczegolnie bolesnie odczowalao ta niesprawiedliwosc, jako, ze on mial tylko hulajnoge a ci inni fajowi ludzi na jeziorze “niebezpiecznie” sie slizgali i grail w hokeja - zycie nie jest sprawiedliwe.  Na mala poprawe nastroju wplyna plac zabaw z koparka i blotem, wiec juz nie oponowałam i udawalam, ze nie widze jak blotnista maz wlewa sie do Victora butow. Jak sie wlewala…ano przez dziure… Tak moje dziecko ma dziurawe buty. To, ze wiekszosc naszych spodni jest potargana na kolanach, to juz normalne. Teraz doszly dziury w butach. Jesli ktos ma male dziecko, to `chyba zdaje sobie sprawe jak czesto sie kupuje nowe ubrania i buty. Powiedzmy przecienie – non stop. Nowy sezon, plus dziecko uroslo, plus wszystko w wiekszych ilosciach, bo a zmiane.  Niemniej jednak nigdy nie przypuszczalm, ze mozna zedrzeć skórzane buty – polbuty; zimowe, skorzana, ocieplne - solidne. Mozna. I to nie podeszwe, tylko wierzch buta. Hamujac butem podczas jazdy na hulajnodze. Tak wiec moj syn poszedl dzis do przedszkola z dziura na duzym palcu buta. Mysle, ze moja Mama padla by ze wstydy na sama mysl. O tesciowej nie mysle. Tesciowa mam kowbojska, bo mam teksanskiego meza, wiec moze gdyby moje dziecko mialo buty z krokodyla o wytrzymaly  by one hulajnoge, zime w Bostonie i rozpierajaca energie Victora.

Przypomniala mi sie marzanna. Pamietam jak jeszcze bylysmy male z moja Puchatkowa Siostra, co roku robilysmy marzanne. Szliszmy cala rodzina ja topic na Walcach - woda tam do kostek. Probowalam wytlumaczyc to moim chlopakom podczas spaceru, ale maz byl przemarzniety, a syn uporczywie zastanawial sie jak wtargnac hulajnoga na zamarzniete jezioro. Wiosny nie doszukalismy sie. Ani jednego przebisniega, ani jednego paczka na galazce. Wczoraj rano spadl snieg.



 

wtorek, 11 marca 2014, silunia

Polecane wpisy